Kiedy byłam małym dzieckiem zraziłam się do tiramisu, po tym, jak spróbowałam lodów o tym samym smaku. Po kilku ładnych latach doszłam jednak do wniosku, że tiramisu nie jest wcale takie złe, jak kiedyś mi się wydawało. Dzisiaj to jeden z tych deserów, do których lubię wracać. Zachwyca mnie swoją prostotą. Niekiedy proste rozwiązania są najlepsze. A na pewno w przypadku tiramisu, które postanowiłam przygotować, kiedy tylko zaczęłam pracę we włoskiej restauracji. Musiałam przypomnieć sobie jego smak :)
Składniki: (6 szklanek)
500 g mascarpone,
4 jajka,
5-6 łyżek cukru pudru,
1,5 łyżki kawy rozpuszczalnej,
1,5 szklanki wody,
1,5 łyżki likieru amaretto (użyłam Baileys),
160 g podłużnych biszkoptów,
ciemne kakao
Kawę rozpuścić w ciepłej wodzie i wymieszać z likierem, ostudzić. Żółtka zmiksować z połową cukru pudru na puszystą masę (miksować ok. 10 min.). Do masy dodać mascarpone i miksować na gładką masę. W osobnej misce ubić na sztywno 3 białka ze szczyptą soli i pozostałym cukrem pudrem. Dodać do masy z mascarpone i dokładnie wymieszać. Biszkopty zamoczyć w kawie z likierem. Układać na brzegach szklanki po 4-5 biszkoptów. Posypać kakao. Szklankę wypełnić masą z mascarpone. Schłodzić w lodówce (min. 4-5h). Przed podaniem posypać kakao.